wtorek, 31 marca 2009

Jeszcze raz próby,próby,próby...

Przed jutrzejszymi występami dekorowaliśmy salę.Odbyła się też ostatnia próba.
Pozostałe klasy w swoich salach lekcyjnych także robiły próby .
Nie możemy się doczekać prezentacji!Na pewno będą udane!

piątek, 27 marca 2009

Próba kostiumowa

Przygotowujemy na 1 kwietnia Dzień Legend.Trwają ostatnie prace.
Dzisiaj Va próbowała przedstawienie o kolosie z Rodos. Aktorzy przynieśli kostiumy, najlepiej prezentował się Helios.
Dziewczęta wykonały też fragment dekoracji :drzewo ,symbolizujące wspólne europejskie korzenie, z nazwami państw biorącymi udział w projekcie.

czwartek, 26 marca 2009

List z Rumunii

Uczniowie ze szkoły SCOALA CU CLASELE I-VIII NR. 3 "IOAN BOLDESCU" GIURGIU w Rumunii namalowali wawelskiego smoka,.

Pozostałe obrazki można zobaczyć na platformie Twinspace.







sobota, 14 marca 2009

Piszemy wspólnie legendę



Postanowiliśmy z partnerskimi szkołami napisać krótką legendę .
Jej bohaterem został WAWELSKI SMOK.
Piotrek z Vd napisał polski tekst i po przetłumaczeniu,
już w wersji angielskiej, wysłaliśmy go do zaprzyjaźnionych szkół.

"The Travel Wawel dragon"
A long time ago in great knights and queens' times, the Wawel
Dragon lived. People were not very happy that the Dragon took a fancy to
live in a cave near to Krakow.
People suspected the Dragon of eating humans but it was not a true!
Everybody was against him so they expelled him from Krakow.
The Dragon felt upset about what people had done.
-Why did they banish me?! What a stupid idea!
The Dragon wandered from one place to another. He visited the whole Poland
but another didn't want him.
-O.K.-he said.
If you do not want me, I will leave this land. Maybe, I will
find my happiness in Romania, Italy ,Greece,France?
Yes! - That is it!
I am leaving! bye bye!

(Podróż Smoka Wawelskiego
Dawno temu, w czasach wielkich rycerzy i królowych , na Wawelu mieszkał
Smok . Ludzie nie byli bardzo zadowoleni, że mieszka w jaskini w pobliżu Krakowa .
Wiele osób podejrzewało Smoka ,że spożywał ludzi, ale to nie była prawda!
Każdy był przeciw niemu, więc wydalono go z Krakowa.
Smok czuł się źle ,że ludzie go nie lubili:
-Dlaczego oni chcą się mnie pozbyć? Co za głupi pomysł!
Smok błąkał się z jednego miejsca do drugiego. Odwiedził całą Polskę, ale nikt go nie chciał .
-OK! -rzekł.
Jeżeli mnie nie chcecie ,to opuszczę ten kraj. Być może będę mógł
znaleźć moje szczęście w Rumunii, Włoszech, Grecji, Francji?
Tak! To jest to!
Wyjeżdżam! bye bye!)

Ciąg dalszy dopisała szkoła z Rzymu.

The Travel Wawel Dragon in Rome

After the journey he was very thirsty and he went to drink to the river Tiber.
Here he met a she-wolf; together they went to the Colosseum and here they saw men fighting against tigers. The dragon thought”Here men kill animals!
It’s better to go away!”And he flew away.
When he was high in the sky he saw a very big pool and he dived into it;the dragon did not know that the big pool belonged to the Thermal baths of Caracalla and the water was very hot, too hot for his sensitive flakes.
“Help!!!!They want to cook me in a soup!”He run fast beyond the city walls and then he saw a group of soldiers.They soon named it “knight without a horse”.They rode it and flew from Rome to Cracow.When they arrived in the Polish city they started to throw arrows, spears and fire brands that the dragon inflamed with its burning mouth.
So they finally conquered the city and justice was done!
The citizens in Cracow begged forgiveness to the dragon and they elected it Lord Mayor of the city!


Druga wersja powstała przy współudziale szkoły greckiej z Rodos.

After a two days trip the dragon arrived in the is-land of Rhodes. People started screaming and left the port. The majority of people locked themselves up at home be-cause they were afraid that the dragon might eat them alive. The dragon was very sad and started crying. While he was walking along a village he suddenly saw a house in flames. A six year old boy was crying because his mother and father were inside the house. The dragon immediately ran into the house to save the little boy’s family and with his wings he started to put out the fire. He managed to take the whole family under his arms and save their lives. He then told them “I don’t eat humans as people think in Poland. I’m just ashamed of going out because of my ugly appearance. I wish you would let me stay in your island forever. It has wonderful sandy beaches and the sun always shines.” So the whole island allowed him to stay in Rhodes. H e lived in a cave and he was happy at last. He was close to the sea and he ate fish and fruits that people offered him when they visited him. And they all lived happily ever after!!!!

Spróbuj je przetłumaczyć, to dowiesz się,co robił SMOK WAWELSKI w Rzymie i na Rodos.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Legendy przedstawia Vd

Klasa Vd zaprezentowała rezultaty swojej pracy.Każda grupa przygotowała legendy z różnych stron Polski.
Krystian,Bartek,Oskar,Adrian,Bartek opowiedzieli nam legendy o Częstochowie i przynieśli ciekawy album(foto1)
Dwie Natalie zgromadziły legendy z naszego regionu:Olsztyna,Mstowa,Mirowa
Bobolic i umieściły je w prezentacji PowerPoint(foto2).
Patrycja i Ania zebrały podania o powstaniu Polski, warszawskiej syrence,Piaście Kołodzieju,Popielu i Mysiej Wieży i inne.Także wykonały album z ilustracjami i przedstawiły zebranym(foto3).
Wszystkim najbardziej podobał się film nakręcony przez:Piotra,Kacpra,Marcina i Sebastiana oparty na legendzie o powstańczym skarbie ukrytym w Żarkach(tekst legendy poniżej).





























 
Posted by Picasa


NASZE PRACE

Prezentacja Natalii.

The our region
View more presentations from Marz . (tags: the work)


Film o skarbie powstańczym .Autorzy i aktorzy to:Piotr,Sebastian,Kacper,Marcin.




LEGENDA O POWSTAŃCZYM SKARBIE W ŻARKACH
Legenda wiedzie w odległe czasy powstania styczniowego, do stoczonej tu bitwy partii powstańczej i do ukrytego w kościółku skarbu. Już od ponad trzech miesięcy roty kozackie posuwały się po jurajskich wzgórzach tropem partii powstańczych. Jedną z nich, rzuconą przez los w tę okolicę, był oddział pułkownika Anastazego Mossakowskiego.
24 kwietnia 1863 roku wycieńczony i pomniejszony o pozostałych w tyle maruderów oddział Mossakowskiego wyszedł po całonocnym marszu na rozległą równinę. Zmęczeni forsownym marszem powstańcy, po ustawieniu broni w kozły rozłożyli się na wilgotnej jeszcze murawie i w przekonaniu, że zmylili pogoń, zapadli w sen.
Nie upłynęły dwie godziny, gdy stojący na straży powstaniec zauważył na skraju lasu podejrzany ruch, a w chwilę potem błysk obnażonych szabel. Upewniwszy się, zatrąbił na alarm. W tym momencie wypadł z lasu inny, lepiej uzbrojony oddział rosyjski.
Już pierwsze starcie uwidoczniło zdecydowaną przewagą wroga. Mossakowski, widząc, że przeciwnik bierze górę, nakazał powstańcom rozproszyć się po lasach. Aby ratować z trudem zdobytą broń, polecił ją zakopać w parowie. Podczas gdy większość powstańców posłuszna rozkazowi skierowała się w stronę lasu, jeden z nich z ukrytym zawiniątkiem odłączył się i podążył w kierunku wzgórza, do stojących tam ruin kościółka. Nie uszło to uwagi kozaków, z których jeden, wyższy rangą, zakomenderował:
- Wpieriod!(naprzód) - i z podniesioną szablą rzucił się w pościg za uciekającym.
Wyraźna przewaga nad goniącym pozwoliła powstańcowi wspiąć się po stromym stoku wzgórza i wpaść do ruin kościoła, w którym ukrył pośpiesznie powstańczy skarb - pieniądze zebrane na walkę z zaborcą.
Kiedy zamierzał opuścić ruiny, zorientował się, że jest okrążony. Postanowił drogo okupić swoją śmierć. W momencie uchylania drzwi wystrzelił do napastników. W tej samej chwili gruchnęła salwa kilku wystrzałów i bohaterski powstaniec z przestrzeloną głową osunął się w progu, tarasując wejście własnym ciałem. Kozacy wywlekli go przed kościółek, a sami przeszukali wnętrze, domniemając że coś musiał w nim ukryć. Poszukiwania okazały się jednak bezskuteczne. Mijały lata. Fakty związane z bitwą coraz bardziej zacierały się w ludzkiej pamięci. Jednak wieść o ukrytym skarbie, przekazywana z pokolenia na pokolenie, była wiecznie żywa.
Możliwość łatwego zdobycia wielkiej fortuny stała się pokusą silniejszą od strachu dla żądnych bogactw i przygody niektórych mieszkańców Żarek. Snuli więc oni od dawna fantastyczne plany odszukania bogactw.
Mieszkało zaś w mieście dwóch takich, co to dla pieniędzy gotowi byli nawet nieboszczykowi spokój zakłócić. Ambicją ich było odkrycie legendarnego skarbu.
Pewnego razu, kiedy pagóry i ostańce jurajskich skał pogrążone były w ciemnościach nocy, a przesuwający się po niebie księżyc zapowiadał niebawem okrycie żareckiego wzgórza płaszczem srebrzystej poświaty, dwóch śmiałków ruszyło ku ruinom kościółka. Gdy znajdowali się już w połowie drogi, jakiś dziwny odgłos zwrócił ich uwagę, spojrzeli odruchowo ku Żarkom, a w oczach pojawił się niepokój.
-Idziemy? - zapytał wyższy, podpierając się na drzewcu trzymanej łopaty.
-Idziemy! - odpowiedział towarzyszący mu kompan. Ruszyli więc z wolna, idąc blisko siebie. Zmęczenie dawało się im we znaki. Zbliżając się powoli do wierzchołka, nie spuszczali ani na moment wzroku z coraz wyraźniej zarysowujących się ruin kościółka. Minęli lipę. Poszum liści wydał się im jakiś złowrogi i tajemniczy.
Stanęli wreszcie spoceni, w niewielkiej odległości od naznaczonej oczodołem dawnego okna ściany. -Spróbujmy tutaj! - zdecydował niższy - wbijając łopatę w ziemię.
Nim zaczął kopać, spojrzał w kierunku okiennego otworu i znieruchomiał. Łopata wypadła mu z ręki. Z wysiłkiem zdołał wyszeptać:
-Wszelki duch pana Boga chwali!
Zajęty kopaniem drugi ze śmiałków podniósł głowę na wylękniony głos przyjaciela i powiódł wzrokiem w kierunku ruin. Obaj ujrzeli żołnierza z przewieszoną przez ramię strzelbą, z wiszącą u boku szablą i powstańczą rogatywką na głowie.
-Zjawa!. Uciekajmy!!! - krzyknęli niemal równocześnie. Porzuciwszy łopaty i kilofy ruszyli pędem po łagodnym zboczu.
-Uciekajmyyy!!!... - zawtórowało echo.
Pędzili teraz bez opamiętania, dopóki nie dopadli pierwszych domostw. Ukryli się w pierwszej obórce, z trudem łapiąc oddech.
-A nie mówiłem, że w ruinach straszy? - zagadnął, ochłonąwszy nieco, niższy z młodzieńców. Swoją nocną przygodę postanowili zachować w tajemnicy.
Po kilku dniach, kiedy już oswoili się z tym niezwykłym przeżyciem, odzyskawszy dawny wigor, zdradzili tajemnicę nocnej przygody swoim rówieśnikom. Pewnego razu uradzili wspólnie, że ponowią próbę odnalezienia legendarnego skarbu. Będzie ich jednak więcej i wszelkiego strachu w takiej gromadzie się wyzbędą.
Nadszedł wreszcie dzień, w którym zgodnie z postanowieniem, w tajemnicy, kilkunastoosobowa grupa śmiałków gotowa była do wyprawy.
Było już zupełnie ciemno, gdy w milczeniu, zbliżali się ku ruinom kościółka. Na szczęście dla podążających księżyc posuwał się po gładkim granacie nieba, oświetlając im drogę.
Zdyszani, zatrzymali się w niewielkiej odległości od rosnącej tu lipy. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Twarze ich w blasku przeźroczystej poświaty księżyca wydały się śmiertelnie blade. Bez słowa, po krótkim odpoczynku, ruszyli dalej. Niebawem prowadzący nakazał się zatrzymać. Stali bowiem tuż przy ruinach.
Naraz, ku zaskoczeniu przybyłych, we wnętrzu, tak jak poprzednim razem, ukazała się postać powstańca z podniesioną do cięcia szabla. Pierwszy, który opanował strach, zwrócił się z pytaniem do tajemniczej postaci, rozpoznanej jako duch pilnujący ruin.
-Gdzie jest ukryty skarb?
Odpowiedzią był jakiś nieludzki, niczym spod ziemi głos.
-Jest w pobliżu was, ale go nie dostaniecie. Odnajdzie go bowiem młodzieniec, który jego zawartość przeznaczy na odbudowę kościółka.
Odpowiedź była tak stanowcza, że żaden z obecnych nie był w stanie oponować. Wrócili więc posłusznie do Żarek, nie zgłębiwszy tajemnicy swych przodków.
Po dzień dzisiejszy sławny w przeszłości kościół, wyposażony niegdyś w srebrne dzwony, znajduje się nadal w ruinie.
W 1937 roku, w pobliżu Żarek odkryto wprawdzie skarb składający się z 465 srebrnych monet, głównie z czasów Zygmunta III Wazy, ale nie był to zapewne skarb powstańczy.


M. Zwoliński, Legendy i podania Ziemi Częstochowskiej, Częstochowa 1993